Na imię mam Radek, mam 37 lat, jedną żonę, trzech synów tu na ziemi i jedną córeczkę już w niebie. By napisać to świadectwo zachęciło mnie wiele wielkich wydarzeń oraz samo ewangeliczne wezwanie roku kościoła: ‘Idźcie i głoście’. Zatem działam.

Na początku 2017 roku przyszły trudności duchowe i zdrowotne, czemu towarzyszyły pogubienie się oraz grzeszność. Myślę, że to konsekwencja wydarzeń z poprzedniego roku m.in. utrata nienarodzonego dziecka, egocentryzmu i pychy, powrót do picia alkoholu po dwóch latach trzeźwości ( mimo świadomości swego uzależnienia) i bez wątpienia działanie złego ducha. Z tym ostatnim to było tak, że najczęściej bezpośrednio po adoracji Najświętszego Sakramentu robiłem coś głupiego i złego. Nie rozumiałem, dlaczego tak się dzieje. Ponadto pewne moje zachowania przyniosły wiele cierpienia moim bliskim – i to w okolicznościach, gdy dowiaduję się, że spodziewamy się kolejnego dziecka. Zagubienie, urojenie zła, którego nie było, ucieczka w picie.

Przełom przyszedł, gdyż zwróciłem się z prośbą o pomoc, która nadeszła z wielką siłą. Filarami mojego powstania okazały się: sakrament pokuty i pojednania, modlitwa własna oraz wstawiennicza innych osób za mnie, rozmowy z przyjaciółmi, otrzymane Słowo Boże, przebaczenie ukochanej osoby oraz uczestnictwo we Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie.

Wiosną wielkie owoce i zmiany w moim życiu wnosi uczestnictwo w kursach Szkoły Nowej Ewangelizacji: Emaus i KAMCh, przyłączenie się do męskiej grupy różańcowej, muzyczna posługa w kaplicy szpitalnej, odmawiane znów po latach nabożeństwa majowe i czerwcowe.

Latem przeżywam wzmocnienie więzi rodzinnych na wyjazdach urlopowych i rekolekcyjnych. Po przeczytaniu otrzymanego od spowiednika ‘Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny’ powierzam się i wszystkie swoje sprawy Jezusowi przez ręce Matki Bożej, przyjmuję nałożenie szkaplerza, jako odpowiedź na wezwanie fatimskie podejmuję nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca a podczas adoracji Najświętszego Sakramentu doświadczam wizualnej obecności Jezusa.

Na jesieni rodzi się nasz trzeci syn. Wierzę, że komplikacje ciążowe ustępują dzięki wstawienniczej modlitwie osobom ze wspólnoty Theoforos. Sam poród też jest dobry i zdrowy. Osobiście doznaję fizycznego uzdrowienia nadgarstka. Ponadto wraz z żoną z skutecznie modlimy się z nałożeniem rąk nad naszymi dziećmi przy różnych dolegliwościach. Bóg uzdrawia długotrwały krwotok, infekcje i bóle. Pewnego dnia dostaję od kogoś Cudowny Medalik Maryjny, co też umacnia mą wiarę i więź z Maryją. Udało mi się też ofiarować odpust zupełny za osobę zmarłą przed laty, by zadośćuczynić jej za moją chciwość i nieuczciwość.

W zimowym okresie pierwszy raz w życiu przeżywam Adwent z codzienną Mszą św. roratną wraz z przyjmowaniem Jezusa w komunii św. Zauroczony godzinkami o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny poznaję je, rozważam i z wielką radością śpiewam. Święta Bożego Narodzenia dzięki temu były  w tym roku inne, głębsze, pełne chrześcijańskiej radości.

Wyjątkowy ten rok. Od upadku do wzniosłości. Z trudnościami oraz ze wspaniałymi chwilami. Teraz nie jest wcale idealnie i wiele mam jeszcze do zrobienia, z czego nawet się cieszę, gdyż zgodnie z ewangeliczną nauką, staram się przyjmować swój krzyż. Zachęcam każdego do zaufania Panu i zawierzenia Mu wszystkich swych spraw i samego siebie. Moje powierzenie się składam przez ręce Maryi. To działa. Jestem o tym przekonany z własnego doświadczenia. Najlepszym podsumowaniem tego roku jest samo Słowo Bożę, które czekało na mnie na stole podczas balu sylwestrowego naszej wspólnoty:

„ Pan umacnia kroki człowieka i w jego drodze ma upodobanie. 
A choćby upadł, to nie będzie leżał,  bo rękę jego Pan podtrzymuje” (Ps 37, 23-24)